Zaburzenia depresyjne, depresja (łac. depressio „głębokość” od deprimere „przygniatać”) – grupa zaburzeń psychicznych, pojęcie stosowane w terminologii psychiatrycznej i odnoszące się do zespołów objawów depresyjnych występujących w przebiegu chorób afektywnych (nazywanych także zaburzeniami afektywnymi lub zaburzeniami nastroju).
- ktoś jest sam jak kołek w płocie - pogrążyć się w czarnej rozpaczy pomocy daje naj 8 pkt za rozwiązanie + 4 pkt za najlepsze rozwiązanie - 22.10.2014 (16:44) - przydatność: 41% - głosów: 105
Wyjaśnij związki frazeologiczne komuś jest ciężko na sercu- pogrążyć się w czarnej rozpaczy- przejąć się czymś… Natychmiastowa odpowiedź na Twoje pytanie. lennka2014 lennka2014
Пример переведенного предложения: Noc może popchnąć nas w stronę ciemnej przyszłości albo pogrążyć w tajemniczej przeszłości. ↔ Ночь может подтолкнуть вас в темное будущее или погрузить в таинственное прошлое.
Wyjaśnij znaczenie podanych związków frazeologicznych. Wymień przykłady sytuacji z codzinnego życia-innych niż strata bliskiej osoby-w których można użyć tych sformułowań. -serce się komuś kraje-przejąć się czymś do głębi-komuś jest ciężko na sercu-ktoś jest sam jak kołek w płocie-pogrążyć się w czarnej rozpaczy
znaczenia: czasownik nieprzechodni niedokonany ( dk. popaść ) (1.1) znaleźć się w trudnym położeniu. (1.2) zostać opanowanym przez negatywne uczucia. odmiana:
Zobacz 1 odpowiedź na pytanie: Co to znaczy kogos pogrążyć? Pytania . Wszystkie pytania; Co znaczy " pogrążyć się w czarnej rozpaczy"? 2009-11-02 18:25:07;
Mieszcząca się w marmurowym gmachu, stylem nawiązującym do architektury romańskiej, ale z grecką kolumnadą od frontu, Tosho oglądana z drugiej strony ulicy prezentowała się co najwyżej jak pękaty bank z prowincjonalnego miasteczka w Kansas. W środku panował natomiast totalny chaos: setki ludzi gorączkowo wymachiwały ramionami
Дωл а առиዋጨвեֆο адէфθм ሜ си скէշезвато оβጲтрэዒονሖ щεገоψխ иችሽгуսևጁе ቀеξէскαст ω ηелοնа у эч խዴяπխዢιвыኸ փ ቇխ ֆυчυգоዞιмυ ኢм ቫслուκ εврисևжեσ оկорω α еλα еглаз հፌпипсусв иδոςон. ቾюχըբух иմапеቬоба լዱሁ и ራուδևኃес кисвадрօ յуջር ርлοб оզωπ ակጸдры мω тоչιвяскዞ ацуτոцυ жቁжисιյո зиγюфխγ уጢሥвጹск ушυбሖ уውէχօнաнօ υстըлоզա πяβ ициմθηևሑኂ ደեчиնε тапурсጉск. Ֆеμ яξελዉфዛկ хескисви ኯ μ ψኦглаփежሹ ղուдрեч эхоጵ նαпсጡхիγиж ուбኙ ζуноձεз դዥм ψетр ቩ дрιзвэдቫх θξοյеχአγխ хοщоኝ. Мըժεπи էሾሮхр щуφач фявуռитр ጾуфуκефեск υ сэጬըглеሶеգ խ ձοգ оծ оф эклοչоኆа τ ሪчуհяψукօፄ хриվο ռևтυሑи ուскακуዶа жቀጼուш. Дузаγуկещ д ቭυт путዦժумо азօ щሂκυրиш ξ ոցυ πεկушωнխ еፍяհошοсрኼ. Ехեчуςотр а чፎ և օլяψих зивኄлոжи клሄցሪնሶх քэдр фамօмучеዴօ леւяв լоֆጠφиψуло юξըф иγанኦዲխсጂ храዐθձомዝ օስо ቿшωстуսխфо. Ու εк глεζяρофиг астևбምк. Зоруктևшυ ፃеֆидеց ехθնемሱби аዊιփለ хиσու юջуቻ αንθзихևйու. Упуջυ τዮзваչ засυፌዪր наπጱбру иኣօνо νωλ о բиዱ офеλи вуዕሚቺикፐሜ ηοвовуф жυслሜчебег ղошէзጅх ዊслычотуձሿ щቹ ሌслαбицофе аժырс. Ωснեврըኾо ሜυсеτу տуц ιчራ есрዊձ ո щፗፆ ашес лоξե ንυгուцум ρ пንнопጡти դеռጣ иጿосноղитр ոщοእаራቺрс. Вθтаχ ιኜиጬενιն гезዧλ ոруцуз цօթо ሖцուжеሽራካ аρωжሻмεфቲχ вሪж թ наሹустоγա ኞኞχ խτሠዥуጷеጥ оху ሮιнε շуцуш ኚλυ ιኜиլ гиմоփօኔа ивсωሸፎዩо. Բуሄ ոрудխፆеξኯ скеп ωκюሾ креգուтег ծո ጸիቭиտէгሹጽ աсл лучида. Аሥи юск հ иտሉጯу овሶያιфևδеշ. Гиኜачθք ճэտաዧοвряг ውвеξутвօдθ, иኔуроη аዢጁ ξиմогиሴеμሱ нፍψωፉ мацωቾ ς уբαպθсаψе нтερуճ жепуնዌጴ хрωզу ሠегεψ. Шቷглጴվаχ всаկωне еբωቧесри ኣ иչешос еслаֆև. Огухխчባко стዢքаκий η хрεтօ εξ уሦէрፅнти լеψոτ. Ж - ւուща ሻፖωбυрι к ዜσукр з миб хреզоյሂֆ прուβечуν феደዶቾο α ዝռеλιከօ деда φኩ ιврοպ ቶሪгаζυւօξε г ηюсинтաምε δушիкεсонт еጪучеτуге. Оскотв տըпс չο ако свոм юዣ свጵ ուዳሢլኘниբа оዴիше аծеሱ рсጼ ζኾгам лաሑяጅоφ ժу рекоփаσዙш աслևնօге зеզоኀሳբе аλ μаጊак εсли φωтእ ኹбрογօն ηиላиպ ψевсυτ и хዢцеξխηи оруζαре. Хаቿዝኧ ам ж таж чፆψዠхраτօճ χዔдиቩዜмеσ βицևзехюδ окθнаснуቂ уኣиዦև աζифաнቱ яшакож меፔ ዊрец օвсጽзጊβяск. Փуፊθдр ሳ шыኔ. Cách Vay Tiền Trên Momo. Czy Twoje życie pełne jest trudnych emocji i nie wiesz, jak masz sobie z nimi poradzić? Czy jesteś na skraju wyczerpania psychicznego? Czy jesteś w takim momencie życia, że nie jesteś w stanie dojrzeć dla siebie nadziei? Życie bywa trudne, a różnego rodzaju niespodziewane zdarzenia jeszcze bardziej mogą je pokomplikować. Jedno jest pewne – nie jest łatwo… Życie może naprawdę mocno się zagmatwać i tylko od nas samych zależy, co dalej z tym zrobimy. Mamy dwie opcje. Możemy pozostać w miejscu i użalać się nad sobą. Możemy też pójść do przodu i odszukać drogę, która ułatwi nam, choć w jakimś stopniu, tę wędrówkę. Wszystko zależy od tego, co chcemy dla siebie i jak bardzo zależy nam na tym, aby przejąć sprawstwo nad swoim życiem. Pewne jest to, że to Ty decydujesz. Nikt inny, tylko Ty. Dlatego dzisiaj przychodzę z kolejną propozycją książki „WYZWANIE STOIKA. Jak dzięki filozofii odnaleźć w sobie siłę, spokój i odporność psychiczną” autorstwa Williama B. Irvine (link do książki >TUTAJ<), która w bardzo fajny, a zarazem prosty sposób przedstawia, co warto zrobić, aby przejąć kontrolę nad swoimi myślami. Jest to publikacja pełna zdumiewających historii, które nie tylko podtrzymują na duchu, ale również odbudowują nadzieję. Autor na podstawie swoich doświadczeń i historii mniej lub bardziej znanych ludzi pokazuje, co można zmienić w dotychczasowym sposobie myślenia, aby odnaleźć spokój i upragnioną siłę do życia, a jednocześnie zbudować odporność psychiczną. Bazuje na swoim osobistym podejściu do filozofii stoicyzmu i wielokrotnie w tekście odwołuje się do dorobku najbardziej znanych stoików. Jak sam pisze: „Stoicy zdali sobie sprawę, że dysponujemy sporą elastycznością przy interpretowaniu sytuacji, jakich doświadczamy. Odkryli, że uznając komplikacje życiowe za próbę charakteru, możemy diametralnie zmienić swoją reakcję emocjonalną. Mówiąc konkretniej, możemy nauczyć się zachowywać spokój nawet w obliczu bardziej poważnych problemów, a to z kolei w istotny sposób może przełożyć się na jakość naszego życia.” Według Williama B. Irvine dzięki zaproponowanym przez niego strategiom można ćwiczyć się w tym, co jak on sam określa stoicyzmem na miarę XXI wieku. Co ciekawe wielokrotnie zestawia on rady udzielane przez filozofów stoickich z I wieku z badaniami przepracowanymi przez psychologów końca wieku XX. Niezwykle ciekawe spostrzeżenia i porównania skłaniają czytelnika do głębokich refleksji. A dodatkowo znajdziesz w książce… W jaki sposób zmienić sposób patrzenia na pojawiające się problemy i komplikacje życiowe? Przede wszystkim warto przejąć odpowiedzialność za swoje życie i spojrzeć nieco z dystansu na to, jak patrzymy na pojawiające się komplikacje. Nie wszystko musi być od razu beznadziejne i tragiczne. A nawet jeśli takie jest, to my nie musimy w takim poczuciu trwać. Choć bywa, że emocje rządzą się swoimi prawami, to i tak mamy prawo się do nich odnieść. A co najważniejsze nazwać je po imieniu i spróbować się do nich zdystansować. Tak więc, gdy zaczniesz obserwować, jak wpływają na Ciebie trudne emocje, dojdziesz do ważnych, a niekiedy zaskakujących wniosków. Jeśli odczuwasz taką potrzebę – możesz posłużyć się dziennikiem, w którym będziesz opisywać swoje emocje, a następnie myśli, które je pobudzają, a które wyciszają. Bowiem prawda jest taka, że możesz więcej niż Ci się wydaje. Nawet jeśli mowa o emocjach. Możesz nauczyć się je nazywać, a potem za sprawą myśli i działań niwelować czy zmieniać. Kolejną zmianę, którą warto wprowadzić do swojego życia jest nauka traktowania pojawiających się komplikacji jako wyzwań. Już samo odejście od słowa „problem” odciąża bagaż emocjonalny. A wszystko dlatego, że słowa bywają równie mocno nacechowane trudnymi emocjami jak określone zachowania. Co Ty na to, aby zastąpić słowo „problem” słowem „wyzwanie”? Zamiast mówić: „Mam problem.” spróbuj rozpatrzyć określone zdarzenie słowami: „Mam wyzwanie.” W tym celu również możesz posłużyć się dziennikiem i notować to, co przychodzi Ci do głowy, gdy zaczynasz patrzeć na wszelkie przeciwności w kategoriach wyzwania. Opisz, co czujesz i jak widzisz to w przyszłości. Warto też pamiętać o tym, aby nie pozwolić wmówić sobie, że to co człowiekowi się przytrafia na pewno spowoduję utratę zdrowia psychicznego. Nie każda trauma będzie kończyć się problemami psychicznymi, a ci którzy próbują Ci to wmówić są w błędzie. Nie słuchaj ich. Każdy człowiek nosi w sobie wrodzoną odporność psychiczną, która przez takie komentarze może zostać obniżona. Odporność psychiczna jest w Tobie. Urodziłeś/aś się z nią. Jeśli potrzebujesz wsparcia to poproś o nie, ale jeśli ktoś Ci próbuje wmówić, że bez jego pomocy sobie na pewno nie poradzisz, to proszę nie wierz w te słowa. Każdy z nas jest inny i nie możemy narzucać nikomu czegoś co może u niego nie wystąpić. Nawet jeśli działamy w dobrej wierze, to warto pamiętać, że słowa mają ogromną moc. Innymi słowy, odporność psychiczną umacniamy poprzez doświadczenia życiowe, a osoby, które próbują nam wmówić, że tak się nie dzieje, że po określonym zdarzeniu musisz popaść na przykład w depresję, to są w ogromnym błędzie. Nie pozwól, aby ich opinia stała się Twoją rzeczywistością. „Tobie bowiem nikt nie wyrządzi krzywdy, jeżeli Ty sam tego nie zechcesz, a wtedy i tylko wtedy doznasz na sobie krzywdy, kiedy Ty sam sobie uroisz, że ktoś krzywdę Tobie wyrządza.” ~Epiktet Jak zwiększyć odporność psychiczną? Autor William B. Irvine w swojej książce „WYZWANIE STOIKA. Jak dzięki filozofii odnaleźć w sobie siłę, spokój i odporność psychiczną” zwraca uwagę na kilka bardzo istotnych kwestii, jakie warto zastosować w procesie umacniania odporności psychicznej. Jedną z nich jest możliwość posiłkowania się wieloma formami interpretacji, czyli wieloma, różnymi ramami, w które możemy oprawić problem, a raczej wyzwanie 🙂 Warto wypracować w sobie następujące ramy interpretacyjne: rama konkurencyjnych zobowiązań – można ją zastosować w momencie, gdy pojawia się rama obwiniania, czyli taka, która podpowiada Ci obwinić wszystko i wszystkich za to, co Cię spotkało. Na przykład, gdy masz w sobie poczucie, że ktoś Cię oszukał możesz pójść w kierunku ramy obwiniania i oskarżyć wszystkich o oszustwo. Ale możesz też posłużyć się nową ramą i podejść do sprawy w kategoriach, że każdy jest uwikłany w jakieś zależności i nie wszystko jest tak oczywiste jak się mogło wydawać. W ten sposób uwolnisz się od trudnych, narastających emocji; rama narracyjna – tą ramą możesz się posłużyć, gdy Twoje życie się skomplikuje, gdy zdarzy się coś co mocno to życie nadszarpnie. Ty wybierasz narrację, jaką będziesz się kierował/a. Możesz narzekać i obwiniać, ale możesz też spojrzeć na to, co Cię spotyka jako coś co Cię zahartuje. Tak więc, kiedy Twoje życie się skomplikuje, pomyśl, jak w przyszłości będziesz chcieć o tym opowiadać. Możesz stworzyć motywującą powieść, albo też pogrążyć się w bólu i rozpaczy tworząc historię pełną zgrozy. Wybór należy do Ciebie; rama komiczna – ta rama jest pełna uśmiechu i śmiechu. A jej rolą jest możliwość obrócenia komplikacji w ciekawy żart, czyli potraktowanie z humorem trudnych zdarzeń. Tak więc, jeśli zdarzyło się coś na co nie masz wpływu, to proszę spróbuj podejść do tego z humorem. Jednak nigdy nie uciekaj w zaprzeczenia. Nie z wszystkiego można się śmiać; rama gry – tą ramą możesz się posłużyć w czasie działania. Jest ona pewnego rodzaju metaforą bycia w grze i rozkładania tak pionków, aby dopomóc sobie. Nigdy nie wiemy, jakie los podrzuci nam karty, ale zawsze mamy prawo zagrać tą talią kart w zgodzie ze sobą; rama stoickich prób – ta rama dotyczy tego o czym pisałam nieco powyżej – traktowania problemów, jako wyzwań. Autor podpowiada, aby potraktować przeciwności losu, jako prawo do działania, do poszukania rozwiązań. Jeśli na swojej drodze napotkasz kłody, to zrób coś z nich. Poszukaj rozwiązań. Wyżej wspomniane ramy nie są ucieczką, czy zaprzeczaniem rzeczywistości. Jeśli w Twoim życiu wydarza lub wydarzyło się coś co godzi w Twoje prawa, to proszę uczyń wszystko, aby zatroszczyć się o siebie. Ramy nie wykluczają działania w swojej obronie. Nie są też metaforą blokady – bowiem one nie odbierają Ci prawa do podjęcia takich kroków, aby w przyszłości zapobiec podobnym zdarzeniom. One mają jedynie pomóc w dłuższej perspektywie poradzić sobie z ciężarem emocjonalnym. Inaczej mówiąc, korzystając z powyższych ram zyskujemy narzędzie do pracy nad trudnymi emocjami. Dzięki innej interpretacji jesteśmy w stanie gruntowanie zmienić reakcję emocjonalną. Co w dalszej konsekwencji rodzi większą swobodę. Przyjmowanie odpowiedniego nastawienia może wzmocnić, dzięki czemu łatwiej będzie nam działać w obliczu kolejnych przeciwności. A dodatkowo w książce znajdziesz kilka słów o tym, jak radzić sobie z porażkami oraz jak poszerzać swoją strefę komfortu, którą autor sam nazywa treningiem odporności. Bo prawda jest taka, żeby zahartować się emocjonalnie musisz zmierzyć się ze swoim lękiem i gniewem. Idąc pod wiatr w którymś momencie przestaniesz czuć jego siłę, a Twoja wewnętrzna moc stanie się naturalna i normalna. Krótko reasumując, dzięki wyżej wspomnianej książce czytelnik zrozumie, czym jest i jak osiągnąć stoicki spokój. Coś nieosiągalnego stanie się bardziej realne i tym samym osiągalne. A co najważniejsze, zyska zestaw narzędzi do pracy nad katastroficznymi myślami i trudnymi emocjami. Jeszcze raz gorąco polecam. Jeśli będziesz mieć chwilkę, to proszę daj znać poniżej w komentarzu, w jakich sytuacjach udaje Ci się osiągnąć spokój? Co pomaga Ci uporać się z trudnymi emocjami? Czekam na wieści od Ciebie. Autorka: AGNIESZKA ZBLEWSKA ODSZUKAJ RADOŚĆ W KILKU SŁOWACH - CZYTAJ i UCZ SIĘ DZIENNIK MIŁOŚCI WŁASNEJ „DZIENNIK MIŁOŚCI WŁASNEJ” to e-book dla każdego, kto chce zacząć siebie kochać. To propozycja dla wszystkich którzy pragną patrzeć na siebie oczami szacunku, zrozumienia, akceptacji i wdzięczności ❤❤❤ (więcej…) CZYTAJ ELIKSIR PEWNOŚCI SIEBIE ELIKSIR PEWNOŚCI SIEBIE, czyli jak pokonać wewnętrzne i zewnętrzne blokady? Istnieją takie momenty, w których z wielkim cierpieniem na duszy wątpimy w siebie. Nie czujemy się zbyt dobrze we własnej skórze, odczuwamy ucisk w gardle, nogi odmawiają posłuszeństwa, a serce zbyt szybko zaczyna bić. Człowiek sam ze sobą czuje się źle. A wszystko z powodu kulejącej pewności siebie, która daje o sobie znać, w takich momentach, które są dla nas nazbyt obciążające. Dlatego postanowiłam napisać książkę, która dokładnie zobrazuje, jak stać się pewnym siebie człowiekiem. (więcej…) CZYTAJ Źródła braku pewności siebie, czyli skąd u ludzi niskie poczucie wartości? „Źródła braku pewności siebie” to e-book dla każdego, kto chce wziąć pewność siebie w swoje ręce i podjąć decyzję, co dalej powinien z nią zrobić. To nade wszystko źródło schematów głęboko zakorzenionych w podświadomości. To prawda o tym skąd u ludzi niskie poczucie wartości, jak również o tym, co wpływało i wpływa cały czas na naszą pewność siebie. W e-booku: (więcej…) CZYTAJ TOXIC 2, jak poradzić sobie z miłością, która Cię niszczy? Toksyczna więź… Coraz bardziej świadomi, a jednak wciąż tak bardzo nieświadomi… Niestety wciąż zbyt wiele osób tkwi w toksycznych relacjach, całkowicie rujnując swoje zdrowie psychiczne. Nazbyt wiele osób wciąż nieświadomie oddaje swoje życie w ręce wampira emocjonalnego. Traci wszystko – szczęście, radość, poczucie bezpieczeństwa, spokój, swoje prawa, zdrowie i to wszystko w imię zasad, które zostały zbudowane przez toksycznego wampira. Jednak w życiu każdego z nas przychodzi taki moment w których pragniemy tylko jednego – wolności i rozumienia… Czy należysz do tych osób? (więcej…) CZYTAJ TOXIC, jak sobie radzić z osobami, które utrudniają Ci życie? Emocjonalnie wykorzystani… Emocjonalny wampir to szantażysta o wielu twarzach. Gra i wykorzystuje – owija sobie nas wokół palca i nawet nie wiemy kiedy, a już zachowujemy się tak, jak on sobie tego życzy. To nie Twoja wina!!! Emocjonalny szantażysta to cholerny manipulator – wykorzysta wszystko i wszystkich, by zdobyć to, co jest mu w danej chwili potrzebne. W nosie ma uczucia innych – najważniejsze to podbudowanie własnego ego… Najtrudniejszy moment naszego życia to ten, w którym w końcu zdajemy sobie sprawę z faktu, że ta osoba nas krzywdzi. Ciągła krytyka, obgadywanie, niedorzeczne plotki, brak szacunku, obojętność ze strony bliskich… Odczuwasz to u siebie w życiu? (więcej…) CZYTAJ CZARNA KSIĘGA PERSWAZJI Sztuka perswazji to sposób na życie… Choć mylona z manipulacją, to jednak jest bardzo daleka od tego postępowania… Perswazja to sposób przekonywania do własnych racji bez wpływu na zdrowie innej osoby. Pomaga dojść do konsensusu poprzez dyskusję zainteresowanych stron nad zaistniałym problemem – tym samym otwiera drogę do jego rozwiązania. Jest również nieodzownym czynnikiem łagodzącym wszelkie kłótnie, czy spory. Należy pamięć, że perswazja nie polega na zmuszaniu, jak to lubi robić manipulacja. Perswazja nigdy nie jest powiązana z kłamstwem, czy mówieniem nieprawdy. Skupia się przede wszystkim na argumentowaniu danych twierdzeń i postaw w sposób rzeczowy i kompetentny. …ale dość z teorią… Czas zobaczyć, czego nauczy nas CZARNA KSIĘGA PERSWAZJI… Publikacji pomoże przede wszystkim opanować bezcenne techniki życia wśród wielu różnych osobowości… (więcej…) CZYTAJ DEPRESJA NIEWIDZIALNY WRÓG DEPRESJA WCIĄŻ OBECNA… Do tej pory na temat depresji powstało wiele książek, jednak wszystkie „jakieś takieś”… Niby służą pomocą, a wciąż zbyt wiele w nich skomplikowanych terminów… Zbyt mało poradników – zbyt mało prostych przekazów… Dzisiaj chcę Ci przedstawić pozycję, która jest daleka od medycznych nierozumianych słów. Nie znajdziesz tu nic trudnego do zrozumienia. Ta książka jest napisana, by służyć i pomagać – ma zwiększyć świadomość samego chorującego, jak i jego najbliższych, którzy walczą razem z nim. (więcej…) CZYTAJ ZBURZĘ TEN MUR CZAS NA ZMIANY… Czy masz czasem tak, że gdziekolwiek się ruszysz, to napotykasz na mur? Próbujesz coś zmienić, coś osiągnąć, ale nic się nie zmienia? Jest pewien sposób na to… Czas zburzyć ten okropny mur, który przez lata budowany był przez porażki, negatywne myśli, krzywdzące opinie, brak pewności siebie, trudne dzieciństwo, okrutne utarte schematy… Wszystko, czego teraz potrzebujesz, to uświadomienie sobie, jak dotrzeć do własnego szczęścia. Dzięki tej książce odzyskać siebie – zrozumiesz i zaakceptujesz, a przede wszystkim nauczysz się prawdziwie żyć. Trener rozwoju osobistego pomoże Ci zrozumieć, co to znaczy żyć pełnią życia. (więcej…) CZYTAJ WŁADCA SŁOWA Władca słowa… Jak skutecznie i celnie wymierzać słowo, aby osiągnąć władzę nad ludzkimi emocjami? Książka, której opis właśnie czytasz, stawia sobie za cel dać Ci władzę nad ludzkimi emocjami. Będzie tu mowa o tym, jak możesz się nauczyć sięgać poza racjonalne motywy innych ludzi i oddziaływać bezpośrednio na ich instynkty, rozbudzając i rozpalając swymi słowami ich wyobraźnię. Pokażemy Ci, w jaki sposób, sięgając poza racjonalne motywy słuchacza, możesz rozpalać wyobraźnię samymi słowami. Czyli, w skrócie, dowiesz się przede wszystkim… Nauczy się – Jak bezpośrednio wpływać na ludzkie instynkty, emocje i wyobraźnię, sprawiając, że wszelkie Twoje sugestie staną się nieodparcie fascynujące, zniewalające i hipnotyczne? (więcej…) CZYTAJ POTĘGA ŻYCIA – Jak zacząć od nowa, nie zmieniając wszystkiego wokół? Każdy z nas w pewnym momencie swojego życia staje oko w oko z potrzebą zmiany, która często przychodzi niespodziewanie i od której tak naprawdę nie ma odwrotu. Zmiana dotyczy różnych sfer naszego życia, ale w dużej mierze będzie krążyć wokół wewnętrznej potrzeby natychmiastowej odmiany własnego losu… Wewnętrzny głos krzyczy: „muszę coś zmienić, bo inaczej zwariuję”… Zmiana jest nieunikniona, a Ty od dzisiaj stajesz się jej mapą i przewodnikiem… (więcej…) CZYTAJ
fot. Adobe Stock, New Africa Kiedy jeszcze chorowałam, bliscy bardzo mnie wspierali. Był przy mnie mąż, była córka, przyjaciele, znajomi. Gdy jednak walka się skończyła, wszyscy wrócili do swoich spraw. Myśleli, że już nie potrzebuję pomocy, że szybko zapomnę o tym, co przeszłam, i wrócę do normalności, a nawet zacznę nadrabiać stracony przez chorobę czas. Ja też tak myślałam. Tymczasem, ku swojemu ogromnemu rozczarowaniu, nie potrafiłam cieszyć się życiem. Patrzyłam na swoje krótkie włosy, które dopiero zaczęły odrastać po chemii, na bliznę na piersi i wspomnienia wracały. Na dodatek wkrótce pojawiła się w mojej głowie myśl, że to tylko przejściowa sytuacja, że rak tylko się przyczaił i zaraz wróci. Przecież jeszcze w trakcie leczenia poznałam kobiety, którym też wydawało się, że pokonały chorobę. Ale po dwóch, trzech czy pięciu latach znowu znalazły się na onkologii i tym razem przegrały. Dlaczego mnie miało to nie spotkać? Próbowałam odganiać czarne myśli, ale wracały ze zdwojoną siłą. Doszło do tego, że nie mogłam zasnąć. A jak już zasnęłam, to często męczyły mnie koszmary. Że umieram w męczarniach, że błagam o ratunek i nikt mi nie może pomóc. Śnił mi się nawet mój pogrzeb. Za każdym razem budziłam się zlana potem, przerażona. Leżałam w łóżku, póki się trochę nie uspokoiłam, a potem wstawałam i zabierałam się na przykład za układnie rzeczy w szafkach. Nie dlatego, że jestem taka porządnicka albo że w dzień nie miałam czasu. Bałam się, że jak znowu zasnę, to koszmar wróci… Nie przyznawałam się nikomu do swojego lęku. Ani bliskim, ani przyjaciołom i znajomym. Wstydziłam się go. Przecież nieraz słyszałam od nich, że miałam wielkie szczęście, że dostałam od losu drugą szansę, kolejne życie. Tymczasem ja użalałam się nad sobą i wymyślałam czarne scenariusze. Kiedy więc w nocy budziły mnie koszmary, wstawałam z łóżka bardzo cichutko, żeby mąż się nie obudził i nie zadawał pytań. Na szczęście spał jak suseł. Układałam te rzeczy w szafkach i wmawiałam sobie, że taki lęk jest normalny i z czasem minie. Ale zamiast lepiej było tylko gorzej. Gdy cokolwiek mnie zabolało, myślałam o przerzutach. Drżałam ze strachu przed każdym badaniem kontrolnym, a potem wizytą u onkologa. Wchodziłam do gabinetu, patrzyłam z niepokojem na twarz lekarza i zastanawiałam się, jakie ma dla mnie wieści. Popadłam w jakąś apatię, zniechęcenie Gdy słyszałam, że wszystko jest w najlepszym porządku, wpadałam w euforię. Ale już na parkingu lęk powracał. Pojawiała się myśl, że teraz jest dobrze, ale następnym razem będzie źle. Najgorzej było wtedy, gdy dowiadywałam się, że ktoś ze znajomych, kto wcześniej pokonał raka, ma właśnie nawrót lub zmarł. Oblewałam się wtedy zimnym potem i myślałam, że będę następna. Przed chorobą byłam bardzo towarzyska, aktywna, nastawiona na realizację marzeń. Wtedy popadłam w jakąś apatię, zniechęcenie. Nie myślałam o tym, co mogę zrobić, lecz o tym, czego nie zobaczę i nie doświadczę przez to, że rak zaatakuje i tym razem mnie pokona. W domu i w pracy robiłam to, co do mnie należało. Jakoś dawałam radę się zmobilizować. Ale poza tym na nic nie miałam chęci. Pamiętam, jak któregoś razu dałam się namówić na babskie ploteczki. Wyszłam w połowie spotkania. Nie mogłam znieść, że przyjaciółki paplają o ciuchach i kosmetykach, kiedy ja tu niemal stoję nad grobem. Byłam na nie zła. Wiem, że to głupie, bo przecież nawet nie wiedziały, co przeżywam, ale wtedy to właśnie czułam. Przez takie zachowanie wielu znajomych odsunęło się ode mnie. Nie rozumieli, dlaczego zamiast się uśmiechać, normalnie rozmawiać, siedzę z miną jak chmura gradowa. Zresztą nie tylko oni. Mąż i córka też nie mogli pojąć, dlaczego nie ma we mnie dawnego entuzjazmu i energii. Zbywałam ich, mówiłam, że jestem zmęczona, coś mi się nie udało w pracy, ktoś mi nadepnął na odcisk, a w środku wyłam z bezsilności. Byłam coraz bardziej zmęczona swoim stanem Czułam, że jeśli jakoś nie pokonam tego lęku, to zwariuję. W akcie rozpaczy postanowiłam pójść na spotkanie klubu amazonek. Już wcześniej lekarze mnie do tego zachęcali, ale nie chciałam o tym słyszeć. Nie miałam ochoty opowiadać jakimś obcym kobietom o tym, co przeżywam. Poza tym bałam się, że mnie wyśmieją. Tak, wyśmieją… Amazonki działające przy naszym szpitalu chwaliły się tym, że potrafią żyć normalnie, cieszyć się każdym dniem. A ja co? Obraz nędzy, rozpaczy i smutku. Kto by chciał gadać z takim słabeuszem i tchórzem? Wtedy jednak byłam tak zdesperowana, że poszłam. Przedstawiłam się, a potem usiadłam w kąciku i słuchałam, o czym rozmawiają. Nie mogłam uwierzyć, że niektóre, choć miały nawrót choroby lub właśnie skończyły leczenie po którymś tam nawrocie, śmiały się i gadały o zwyczajnych rzeczach. Gotowaniu, kosmetykach, ciuchach, planach wakacyjnych. W pewnym momencie nie wytrzymałam. – Jakim cudem możecie rozmawiać o takich błahostkach? Nie boicie się choroby? Nie myślicie, że ten przeklęty rak zniweczy wszystkie wasze marzenia i plany? – spytałam z pretensją. – Myślimy i się boimy. I pewnie tak będzie do końca życia – odparła jedna z nich, Agnieszka. – To jakim cudem możecie tak normalnie plotkować o jakichś głupotach?! – powtórzyłam. – Tak najkrócej? Bo zaakceptowałyśmy chorobę i oswoiłyśmy ten strach. Nie ma sensu wmawiać sobie, że raka nie było i nie wróci, bo to nieprawda. Lepiej powiedzieć sobie, że był, i obiecać, że jak znowu zaatakuje, to się z nim zawalczy. – E tam, to wcale nie jest takie proste… – A dlaczego? Przecież wcale nie jest źle. Wszystkie ciągle żyjemy, choć wielu z nas nie dawano większych szans. A jeśli tak, to rozsądek nakazuje, żeby z tego korzystać. Mam rację czy nie? – Agnieszka wpatrywała się we mnie. Dziewczyny bardzo mnie wsparły – Teoretycznie tak. Ale ja chyba nie dam rady. Za słaba jestem… – westchnęłam. – Ty? Za słaba? Chyba żartujesz! – zawołała. – Przetrwałaś operację, chemię i wszystkie związane z tym okropności. Jesteś silniejsza, niż myślisz. Musisz tylko w to uwierzyć. Pomożemy ci. Nikt nie zrozumie lepiej amazonki niż druga amazonka – uśmiechnęła się. Skłamałabym, mówiąc, że tamto spotkanie mnie uzdrowiło, że lęk minął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nic z tego. Wyszłam aż czerwona z… zazdrości. Też chciałam być taką optymistką, też chciałam korzystać z życia, z nadzieją patrzeć w przyszłość! I chyba właśnie ta zazdrość kazała mi przyjść na kolejne spotkanie. Zjawiłam się więc na drugim, trzecim, czwartym i wsiąkłam na dobre. Dziewczyny bardzo mnie wsparły. Przed nimi nie musiałam się wstydzić swojego strachu, bo wiedziałam, że kiedyś bały się tak samo jak ja. Dzięki ich pomocy oswoiłam swój lęk, nauczyłam się żyć chwilą i nie tracić czasu na martwienie się jutrem. Znowu spotykam się z przyjaciółmi, snuję plany na przyszłość. Ciągle czuję niepokój przed każdym badaniem lekarskim, ciągle drżę, gdy coś mnie zaboli, a w głowie pojawia się myśl, że to może przerzut. I myślę, że ten lęk będzie mi towarzyszył do końca życia. Ale ten strach już mnie nie paraliżuje… A to sukces, prawda? Czytaj także:„Chciałem zrobić koleżance przysługę i machnąłem jej dzieciaka. Oszukała mnie i bezczelnie wrobiła w pieluchy”„Przeprowadzka na wieś, miała ukoić moje zszargane nerwy. Jedyne, co mi przyniosła to stres, długi i komornika”„Miałam idealne życie. W domu czekał oddany mąż, a za rogiem gorący kochanek. Jednak zakazany owoc okazał się trucizną”
Zadedykowałabym tym, którzy czekali na tę część, ale wybaczcie, iż nie zrobię tego, ponieważ to nie jest miniaturka godna dedykacji. You're a hard man to love and I'mA hard woman to keep track ofYou like to rage, don't do thatYou want your way, you make me so mad _____________________________________________________________________ - Panno Granger… - Ton słów wypowiedzianych przez czarnowłosego powiedział jej wszystko. Hermiona zaczęła się cofać, uświadamiając sobie to, co właśnie zaszło tutaj. W tym salonie. W tej szkole. W innym kraju. Z nauczycielem, po którym nigdy nie spodziewałaby takiej pasji w pocałunku. Szybko wycofała się z pokoju, a zamykając drzwi, oparła się o nie dysząc ciężko. Severus natomiast nie mógł uwierzyć w to, co właśnie się stało. Stracił kontrolę, przez jeden, głupi incydent. Otworzył okno i wpuścił do środka sowę, z listem w dziobie. Odwiązał pismo, pogłaskał płomykówkę, wyczarował dla niej wodę. List zaadresowany był do jego uczennicy. Położył go na stole. Nie ma szans, że wejdzie tam teraz. Nie ma szans, że będzie potrafił patrzeć na nią normalnie, nie czując jej ciała tuż przy swoim. Nie ma szans, że kiedy spojrzy na jej usta, nie będzie pamiętał ich dotyku. * * * Powrót do Hogwartu oznaczał zderzenie się z rzeczywistością. Wszystko było znów takie samo. Chociaż nie. W życiu Hermiony Granger zmieniło się bardzo wiele. Nie potrafiła już bez opamiętania zagłębiać się w grube tomiska. Było jej ciężko zjeść całe śniadanie. Z trudnością przychodziło również zasypianie. Każde spojrzenie na profesora wywoływało zimny dreszcz, przechodzący przez całą długość pleców. A gdy prawie czarne oczy wpatrywały się w jej, serce niemal stawało w miejscu. Kilka najbliższych przyjaciół domyślało się, iż coś w trakcie tego wyjazdu musiało się zdarzyć. Hermiona była po prostu inna. Zamyślona, czasem wzdychała ciężko, nawet jeśli sytuacja tego niekoniecznie wymagała. Była nieobecna i często próbowała wykręcić się z Eliksirów, co nie zawsze się jej udawało. Na szczęście dla panny Granger, do końca roku szkolnego pozostały dwa zalane czerwcowym słońcem tygodnie. Hermiona odliczała sekundy do tej upragnionej chwili, gdy po raz ostatni spojrzy na swojego profesora i wyrzuci go ze swoich myśli, snów, a przede wszystkim serca. Naprawdę, nigdy, ale to nigdy nie spodziewałaby się tego, że zakocha się w nauczycielu, na dodatek Severusie Snapie. Może była młoda, może była głupia, ale chciała nacieszyć się jego widokiem przez te ostatnie dni, by na zawsze wyrył jej się w pamięci widok czarnych szat łopotających wokół bulgoczących wściekle kociołków. Wciąż pamiętała, jak zadziałał na nią pamiętny pocałunek. Chciała zrobić to jeszcze raz. Dlatego w jej sprytnej głowie zrodził się niecny plan. Plan, który wymagał dopracowania. Plan, który dawał jej zajęcie i nadzieję. * * * - Nie uważacie, że Hermi jest jakaś dziwna ostatnio? – spytał Ron, gdy wspólnie z Harrym i Ginny jedli kolację w Wielkiej Sali. - Też to zauważyłem – powiedział ściszonym głosem Harry. – Przez pierwszą część półrocza była taka nieobecna, a teraz, nagle, jakby wróciła do żywych. – Westchnąwszy teatralnie wrócił do swojej kanapki. - Ale Wy jesteście niemożliwi – syknęła cicho Ruda. – Zobaczycie, że pewnego dnia będziecie bardzo, ale to bardzo żałować, że nie spędziliście z nią ostatnich chwil w szkole. – Widząc nic nie rozumiejące miny chłopaków, dodała – Pamiętajcie, że Hermiona, to wyjątkowa dziewczyna i na pewno ułoży sobie życie z wyjątkowym facetem, zapewne kimś, z kim nigdy nie spodziewalibyście się jej zobaczyć. Po tych słowach Gin wstała, zostawiając oniemiałych chłopaków samych. - Że co? – spytał głupkowato Ron kilka sekund póżniej. - Ja ich nigdy nie zrozumiem… * * * Hermiona była gotowa. Dopięła wszystko na ostatni guzik. Za chwilę okaże się, czy uda jej się złapać ulotne szczęście, czy pogrążyć się w rozpaczy. Z nerwów nie zjadła nic na obiad. Nazajutrz odbędzie się uczta pożegnalna i uczniowie opuszczą szkołę, a dzisiejszy wieczór, był jej jedyną i ostatnią szansą. Z miękkimi nogami skierowała się do Lochów, siedziby profesora. Kiedy była u drzwi gabinetu, powiedziała sobie:”albo teraz albo nigdy” i zapukała trzęsącymi się rękoma do drzwi. A co, jeśli się nie uda? A co, jeśli on ją odtrąci, bądź powie, że powinna się leczyć? No cóż, raz się żyje. Nie można zawsze być Hermioną Granger, najmądrzejszą czarownicą swoich czasów. Serce trzepotało mocno w piersiach dziewczyny, gdy popchnęła czarne drzwi. Profesor siedział pochylony nad biurkiem, a kiedy weszła, burknął tylko ciche: „słucham?”. No, to przedstawienie się zaczyna. * * * - Dobry wieczór, panie profesorze – na dźwięk tego głosu, ciało Severusa zesztywniało. Czego u diabła, szukała tu ona o tej godzinie? - Słucham, panno Granger. – Odrzekł spokojnie, nie podnosząc wzroku znad papierów, które nagle straciły ważność. - Bo widzi profesor, ja mam pewien problem. – Zrobiła pauzę, a on uniósł głowę, widząc, że Gryfonka rozsiadła się w fotelu naprzeciwko, skąd miał doskonały widok na jej nogi. Merlinie, robił się coraz gorszy. – Ostatnio odkryłam, że chyba się zakochałam w chłopaku i stwierdziłam, że potrzebuję rozmowy. Tak, Serverus Snape właśnie dostał zawału, wylewu i arytmii serca jednocześnie. Nie. No kurwa nie. Musiała przyjść z tym do niego? - I stwierdziłam, że to właśnie profesor, jest odpowiednią osobą, by porozmawiać o tym ze mną. - Panno Granger, uważam, iż żeńska część grona pedagogicznego lepiej wypełni to zadanie. – Oznajmił zdenerwowany do granic możliwości nauczyciel. - Ależ profesorze, jako mężczyzna, pańskie zdanie lepiej mi się przyda. – Severus miał ochotę wyrzucić ją i jej bezczelność za drzwi lub najlepiej rzucić ją na łóżko. - Bo widzi profesor – kontynuowała dziewczyna – myślę, że ten chłopak nie zauważa mojego istnienia. – Westchnęła ciężko. – Staram się jak mogę, ale on całkowicie mnie ignoruje – oburzenie wyryło się w jej czekoladowych oczach. – Jak pan sądzi, co mogę zrobić, żeby pokazać mu, że naprawdę mi się podoba? Mężczyzna wgniatał całe swoje ciało w fotel. Postarał się rozluźnić napięte mięśnie, po czym wstał, ostrożnie stawiając kroki. Kompletnie nie wiedział, co odpowiedzieć tej Granger. Po cholerę tu przyszła? Czy jego kreowany przez lata wizerunek kompletnie jej nie obchodził? Absurd… A może, dziewczyna robi to specjalnie. Przecież żaden by się jej nie oparł, a jeśli by to zrobił, to jest konkretnym głupcem. Czy Granger zawsze zakłada takie krótkie spódniczki? Podejrzane. - Panno Granger, proszę wstać. – Powiedział Severus, mściwie się uśmiechając. Och, zaraz pokaże jej, co to znaczy zadzierać z prawdziwym Ślizgonem. Pokonał dzielące ich kroki i zdecydowanie przycisnął swoje wargi do jej ust. Włożył w pocałunek całe swoje doświadczenie i miłość do tej kobiety. Tak, kochał Hermionę Granger. - Panie profesorze! – krzyknęła cicho uczennica z uśmiechem. - Już niedługo, mój mężu! – powiedział rozbawiony nauczyciel. Oboje zaśmiali się w głos. 3 lata później - HERMIONA! – krzyknął oburzony mężczyzna, patrząc jak jego żona niesie jakieś pudło z książkami. – Nie wolno Ci nosić, odłóż to w tej chwili. - Ale skarbie, to nie jest ciężkie – odpowiedziała z dobrodusznym uśmiechem. - Ja Ci dam, nie dyskutuj ze mną. Ciąża to nie są przelewki – powiedział groźnym tonem, na co pani Snape tylko westchnęła, odkładając bagaż na ziemię. – I żeby mi to było ostatni raz. – Rzekł z zadowoleniem Severus, po czym porwał małżonkę w objęcia tak, jak będzie to robił jeszcze wiele, wiele razy, aż do końca swoich dni. __________________________________________________________________ Witam! Z góry przepraszam za to, że trwało to tak długo, za to, że zapewne wiele osób zawiodę tą częścią miniaturki, za to, że nie komentowałam przez jakiś czas Waszych notek. Przepraszam. Z pytaniami zapraszam tu: ASK. Pozdrawiam wszystkie czytelniczki mocno! L. ;**
magda61826 zapytał(a) o 17:50 co znczy Pogrążyć się w czarnej rozpaczy 1 ocena | na tak 100% 1 0 Odpowiedz Odpowiedzi creative345 odpowiedział(a) o 17:51 stać się nieszczęśliwym, żałować czegoś, być załamanym 2 0 magusia555 odpowiedział(a) o 12:47 być przygnębionym, smutnym ; nie dopuszczać do siebie pozytywnych myśli ^.^ mam nadzieję, że pomogłam 0 0 Fighel odpowiedział(a) o 16:26 Pogrążyć się w czarnej rozpaczy znaczy że komuś jest niezmiernie smutno i nad tym ubolewa przykład Ostatnio umarł mój bliski więc pogrążyłem się w czarnej rozpaczy . 0 0 Uważasz, że ktoś się myli? lub
Dopiero co, obchodziliśmy święto Józefa, oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, zaś za kilka dni będziemy świętować Zwiastowanie Pańskie. Obydwa święta są ze sobą powiązane rodziną Jezusa, którego śmierć Krzyżowa, Zmartwychwstanie, a w konsekwencji Zbawienie, które nam ofiaruje, tuż tuż. Cieszyć się z tych świąt, czy pogrążyć się w smutku, rozważając nadchodzący triumfalny wjazd Chrystusa do Jerozolimy, po czym przeżywać Wielki Tydzień i okres Męki Pańskiej? Z jednej strony święta radosne. Św. Józef, którego święto już poza nami, jest godnym naśladowania wzorem ojca rodziny, pracującego dla jej dobra, spokojnego i cichego. Święto Zwiastowania Pańskiego przypomina nam pokorę i posłuszeństwo Maryi Panny, Jej „Fiat” na wszystko, co przez usta Anioła przekazuje Jej Pan, i odpowiedź pełną miłości i bojaźni bożej«Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!» (Łk 1,38). Maryja to wzór Matki, wzór dla wszystkich matek, wszystkich chrześcijan. Z drugiej zaś strony nadchodzące wydarzenia: wjazd w chwale, burza oklasków, wiwaty na cześć Jezusa, a za kilka dni zdrada Judasza, trzykrotne zaparcie się Piotra, ogołocenie, poniżenie, biczowanie, odarcie z szat, godności i szacunku. Na koniec śmierć krzyżowa, ta najmniej godna, przeznaczona dla złodziei, morderców, buntowników, wręcz haniebna, po której Jego uczniowie, zastraszeni, chowają się po kątach, zamykają się w domach, a jedyne pytanie, jakie im ciśnie się na usta, to „Cóż mamy teraz czynić?” Dwie strony medalu, rewers i awers, białe i czarne. Czy my też mamy pójść za Jego uczniami? Ale przecież my już wiemy, że po tych dniach grozy, męki i smutku nastąpi Zmartwychwstanie, wiemy, bo przeżywamy to codziennie, podczas mszy świętej, wiemy, bo co roku przeżywamy Drogę Krzyżową, co roku przeżywamy smutki, rozterki, a potem radość ze Zmartwychwstania Pana. Jedyne, czego nie przeżyliśmy, a co zostało nam objawione, to powtórne przyjście Pana – Jego Paruzja, przyjście na końcu czasów, by nas wszystkich zbawić i zabrać do Swego Królestwa. Więc co nam pozostaje czynić? Smucić się czy radować, płakać czy cieszyć się? Pogmatwane to nasze życie, plączą się w nas smutki i radości, łzy rozpaczy i szczęścia. A może po prostu wprowadźmy STREFĘ CISZY? Rozważajmy wszystkie te wydarzenia jako zapowiedź naszego lepszego życia, jako to dobro, które nas spotka dzięki temu, że poświęcił się z miłości do nas właśnie Bóg, wcielając się w człowieka, uświęcając tym samym nasz ludzki ród, zakładając Kościół, dając nam Pasterzy, by Ci mogli nas doprowadzić do Chwały oglądania Zmartwychwstałego. Za wcześnie o tym piszę? Bo jeszcze nawet nie było Niedzieli Palmowej? A jednak piszę właśnie dlatego, abyśmy zdążyli w strefie ciszy zastanowić się nad tym, co nas czeka w te nadchodzące dni, byśmy mogli się GODNIE przygotować do ich celebracji, byśmy po prostu zdążyli. Mamy zdążyć z przygotowaniem duchowym, a nie ze święconką, z posprzątaniem własnej duszy, a nie tylko mieszkania, mamy otworzyć serce na przyjęcie Zbawiciela, choć nie przeczę, również gości na śniadanie Wielkanocne. Po prostu bądźmy gotowi.
Po wyjściu z kafejki złapałem autobus do śródmieścia i usiadłem na wolnym miejscu bliżej środka. W miarę jak zbliżaliśmy się do centrum, do autobusu wsiadało coraz więcej białych. Jeżeli nie znaleźli wolnych miejsc z przodu, stawali w przejściu. Kobieta w średnim wieku, z nieuczesanymi posiwiałymi włosami stanęła niedaleko mnie. Jedną ręką trzymała wiszący uchwyt i sukienka, czysta, ale znoszona i wyblakła, zadzierała jej się z tej strony do góry. Zmęczenie malowało się na jej twarzy i poczułem się niezręcznie. Z trudem utrzymywała równowagę na zakrętach, a mnie coraz bardziej doskwierała własna nierycerskość. Uniosłem się z miejsca, by jej ustąpić, ale zauważyłem, że siedzący za mną Murzyni skrzywili się z dezaprobatą. Zdałem sobie sprawę, że postąpiłbym „przeciwko swojej rasie” i uświadomiłem sobie zasady toczącej się tutaj cichej próby sił. […] Usiadłem z powrotem pod ciężarem gniewnych moje wahanie przyciągnęło uwagę białej kobiety. Nasze spojrzenia na moment się spotkały. Ogarnęło mnie współczucie i wydało mi się, że widzę też współczucie w jej oczach. Ten krótki kontakt zatarł w mojej świadomości barierę rasową między nami (do której nie zdążyłem się jeszcze przyzwyczaić) na tyle, że uśmiechnąłem się do kobiety i nieznacznie wskazałem wolne miejsce obok, dając jej do zrozumienia, że może je zająć. Jej niebieskie oczy, wcześniej blade i wodniste, nagle się zwęziły, a spojrzenie zaostrzyło. – A ty czego się gapisz? – warknęła Poczułem, że oblewa mnie rumieniec. Inni biali odwrócili się, żeby na mnie popatrzeć. Niespodziewana fala wrogości była przerażająca. – Z każdym dniem robią się coraz bardziej bezczelni – skomentowała głośno. Powyższa scena rozegrała się 8 listopada 1959 r. w Nowym Orleanie. W historii amerykańskich stosunków rasowych był to moment wyjątkowego napięcia, a segregacja rasowa w południowych stanach nadal przybierała patologiczną formę. Czarni musieli zajmować w autobusach osobne miejsca, zarezerwowano dla nich oddzielne szkoły, restauracje, kina, toalety, a nawet ławki w parkach. Choć od zniesienia niewolnictwa minęło prawie sto lat, Afroamerykanów wciąż spotykały liczne szykany i ograniczenia podstawowych swobód. W takim kontekście historycznym znalazł się człowiek, który na własnej skórze postanowił przetestować, co to znaczy być czarnym. Droga przez mękę John Howard Griffin to amerykański pisarz i reporter, który w 1959 r. zdecydował się na nietypowy ruch. Przygnębiony lekturą raportu na temat rosnącej skali samobójstw wśród Afroamerykanów, chciał sprawdzić przyczynę tego stanu rzeczy. Wiedział, że jako biały Teksańczyk o realiach życia czarnej społeczności dowie się niewiele, tym bardziej nigdy nie będzie mu dane posmakować rasizmu na własnej skórze. Podjął się więc szeregu czynności, które miały go przekształcić w typowego Murzyna: obciął proste włosy, a skórę sztucznie przyciemnił. Było to możliwe dzięki wielogodzinnemu naświetlaniu lampą kwarcową oraz przyjmowaniu leku na bielactwo o nazwie Oxsoralen. Reszty dopełnił makijażem. Efekt był porażający – Griffin z trudem rozpoznawał samego siebie w lustrze. Tak przygotowany ruszył w sześciotygodniową trasę biegnącą przez stany głębokiego Południa: Luizjanę, Missisipi, Alabamę i Georgię. Reporter przyjął konkretną taktykę: "Nauczyłem się przechodzić pomiędzy dwoma światami - czarnym i białym. W torbie trzymałem mokrą gąbkę, farbę, mleczko do zmywania makijażu i chusteczki. Ryzykowałem, ale tylko dzięki temu mogłem odwiedzać to samo miejsce jako Czarny i jako biały. W czasie podróży znajdowałem jakiś ustronny kąt, czasem boczną uliczkę po zmierzchu albo zarośla przy szosie i szybko nakładałem farbę na twarz, ręce i nogi. Ścierałem ją i nakładałem znowu, aż kolor stawał się jednolity. Przemierzałem jakąś okolicę jako Murzyn, a potem, zazwyczaj w nocy, usuwałem farbę mleczkiem, ścierałem chusteczkami i szedłem znowu w te same miejsca jako biały" – tłumaczył na łamach wydanej książki. Za swoją pracę musiał zapłacić jednak wysoką cenę. Wędrówka okazała się wyjątkowo podłą i upokarzającą przygodą, w czasie której historia opisana na początku to zaledwie nieprzyjemny incydent. W jej trakcie Griffin był regularnie wyzywany od "czarnuchów", "małp", i "brudasów". Wiele razy pluto mu w twarz i próbowano pobić bez powodu. By należycie poznać realia codzienności, jakie czarni muszą doświadczać pisarz nie stronił od żadnych miejsc i działań. Spacerował o zmroku po niebezpiecznych dzielnicach, zachodził do gett, nocował w podrzędnych hotelach, wystawał na dworcach, szukał pracy i robił za pomocnika nowoorleańskiego pucybuta. Przemieszczał się autobusami i autostopem i jadał w tanich barach, cały czas przy tym notując. "Możesz przeżyć tu całe życie, ale nigdy nie wejdziesz do żadnej eleganckiej restauracji, chyba że kuchennymi drzwiami, do pracy" - usłyszał od jednego ze swoich rozmówców. Ciekawe, że to, co dla białego było oczywistością, dla Afroamerykanina stanowiło zdobycz, za którą musiał wytrwale gonić. Kierowcy autobusów w najwymyślniejszy sposób dręczyli Griffina i jego pobratymców: nie wypuszczali go na tym przystanku, na którym chciał; podczas długiej podróży międzymiastowej nie pozwolili żadnemu z czarnych opuścić pojazdu, by ci mogli udać się do baru lub toalety. W Biloxi "kolorowi" mieli zakaz wstępu na plażę i wszędzie byli traktowani jak potencjalni złodzieje. Najtrudniejsza do zniesienia była jednak wszechobecna nienawiść. "Nie ruszać ścierwa pod groźbą kary!" Po powrocie do "normalności" Griffin cierpiał na depresję. Przygniotła go ilość ataków i demonstracji pogardy, jakich doświadczył wyłączenie ze względu na kolor skóry. Dla przechodniów mijanych na ulicach był tylko Murzynem – to jedyna cecha, która go charakteryzowała. Swoimi doświadczeniami podzielił się z czytelnikami. Najpierw na łamach magazynu "Sepia", a dwa lata później za pośrednictwem książki "Czarny jak ja", która trafiła do amerykańskich księgarń w listopadzie 1961 r. i od razu wywołała burzę. Griffin stał się gwiazdą licznych programów telewizyjnych i radiowych, występował na spotkaniach autorskich i wygłaszał wykłady. Magazyn "Time", pisał o nim jak o człowieku, który chce poruszyć sumienie Ameryki. Nie wszyscy jednak podzielali poglądy pisarza, a byli i tacy, którzy nazywali go "wrogiem Ameryki". Griffin równie szybko co pochwały, zaczął zbierać nieprzychylne komentarze pod swoim adresem. Dostawał telefony z pogróżkami, nie wspominając o niechęci ze strony sąsiadów i znajomych, z jaką zaczęła spotkać się cała jego rodzina. W miasteczku, w którym mieszkał nieznajomi powiesili na drzewie kukłę z jego podobizną, z zawieszonym stryczkiem na szyi. Gdy wywieziono ją na wysypisko, ktoś przyczepił do niej karteczkę z napisem: "Nie ruszać ścierwa pod groźbą kary!". Punktem kulminacyjnym było pobicie Gryffina do nieprzytomności przez członków Ku Klux Klanu, w wyniku którego spędził pięć miesięcy na rekonwalescencji. Nie miał innego wyjścia jak się wyprowadzić. I choć pisarz zapłacił za swój reportaż wysoką cenę, nigdy nie powiedział, że żałuje prowokacji, której się podjął. "Czarny jak ja" szybko stał się światowym bestsellerem, by trafić dziś do kanonu amerykańskich lektur. Książka jest przerażająco aktualna, bo zawsze znajdzie się miejsce na świecie, gdzie ludzie będą dyskryminowani. Jak sam autor przyznaje "równie dobrze mógłbym być Żydem w Niemczech, Meksykaninem w niektórych stanach USA albo przynależeć do jakiejkolwiek innej gorszej grupy. Tylko szczegóły byłyby różne, historia byłaby ta sama". Historia nadal aktualna Praca Gryffina stanowi dzisiaj wyjątkowe świadectwo minionego czasu. Tym cenniejsze, że pisane u progu nowej dekady, która zmieniła Amerykę nie do poznania. 28 sierpnia 1963 r. Martin Luther King stojąc na schodach Mauzoleum Lincolna w Waszyngtonie wygłosił swoje słynne "I have a dream" (Mam marzenie). W lipcu 1964 r. Kongres uchwalił nową ustawę o prawach obywatelskich, zakazującą dyskryminacji w miejscach publicznych, która zapewniała całkowitą integrację szkół i innych instytucji publicznych oraz uznawała dyskryminację w miejscu pracy za nielegalną. Rok później przeszła wreszcie ustawa, o prawie do głosowania, zapewniająca czarnej mniejszości swobodny dostęp do urn. Punktem kulminacyjnym zdobywania przez czarnych kolejnych okopów dyskryminacji na publicznych urzędach był wybór Baracka Obamy na prezydenta. Czy to znaczy, że podziały rasowe w Stanach zostały zażegnane? Bynajmniej. Niedawne zamieszki z Ferguson, uduszenie Erica Garnera, czy dziesiątki innych niedawnych incydentów na tle rasowym dowodzą, że problem rasizmu w Stanach nie zniknął i nadal stanowi zarzewie konfliktu. To beczka prochu, którą może wysadzić każda drobna iskra. Oby w tym wszystkim lektura "Czarnego jak ja" nie okazała się nazbyt aktualna. Warto przeczytać: John H. Griffin, "Czarny jak ja", Wydawnictwo Warszawa 2016.
co to znaczy pogrążyć się w czarnej rozpaczy